=== Robsik's Blog on WordPress ===

5 listopada 2011

Ostatnie wnioski dotyczące Nike+


Miałem już nie pisać na temat systemu Nike+. Pogrzebałem jednak jeszcze trochę i trafiłem na kilka ciekawostek, które rzucają nieco jaśniejsze światło na moją ocenę. A wątpliwości powstały, gdy ciągle trafiałem na informacje typu „najwybitniejszy wynalazek naszego stulecia” lub „niezrównany mechanizm pomiaru odległości marszu lub biegu. Drążyłem, drążyłem aż znalazłem.

Otóż w czujniku Nike+ Sensor jako akcelerometr zastosowano przetwornik piezoeketryczny. Może więc na początek wyjaśnijmy co to takiego: to „przekładaniec” odpowiednio dobranych materiałów, które potrafią wygenerować ładunek elektryczny gdy się go naciska. Ok., ale jak to do licha użyto w tym czujniku??? I tu jest pies pogrzebany: aby czujnik dobrze mierzył odległość musi znaleźć się pod stopą biegacza, tak aby z każdym krokiem był naciskany z odpowiednią siłą i przez określony czas. Oczywiści e działa ona również w innych częściach buta, ale jego skuteczność pozostawia wtedy wiele do życzenia… Mi tej tezy nie udało się potwierdzić, ale być może coś w tym jest.

Ja niestety takich butów nie mam, więc nie sprawdzę tego. Sensor więc idzie na sprzedaż…

2 listopada 2011

Test rzeczywistości zadziałał!


Jest! W końcu stało się, choć nie za sprawą mojej pracy. O czym mowa? Mowa o technikach kontrolowania snu a konkretnie o udanym „teście rzeczywistości”. Niestety całość snu mi już troszkę uciekła, bo lenistwo było silniejsze i nie wstałem od razu aby zanotować każdy szczegół snu. Generalnie przyjechałem w nowe miejsce, jakby troszkę na wakacje troszkę do pracy. Był tam także kolega z pracy i jeszcze jeden znajomy…

Pierwsze wydarzenie, które wprawiło mnie w wielkie zdziwienie (ku mojemu zdziwieniu, bo w śnie przecież większość zdarzeń przyjmujemy bezkrytycznie) to zauważony nad nami helikopter, które przestało się kręcić śmigło. Chwilę posiwiał i runął tuż koło nas. Złapałem kolegów i odciągnąłem na bok, aby wybuch nas za mocno nie „osmalił”. Jednak helikopter nie wybuchł, choć spadł może z 50-70 metrów od nas – zamienił się natomiast w poloneza i pojechał jak gdyby nigdy nic! Pamiętam, że byłem zafascynowany jak odporne są nasze auta, polonezy…

Potem akcja przeniosła się do biura (jakiegoś nowego, którego nie znałem) gdzie miałem też swoją noclegownię – jak zwykle pogibane mocno. Natomiast po wielu perypetiach znowu byliśmy razem w jednym z pomieszczeń biurowych. Nagle uznałem, że to wszystko jest jakieś takie naciągane, jakbyśmy spali, że trzeba chyba przeprowadzić „test na rzeczywistość”, aby się w końcu przekonać co tu się dzieje. Z kolegą z pracy niemal bez słów się zrozumieliśmy i zaczęliśmy sprawdzać godziny. Ku mojemu zaskoczeniu, za każdym spojrzeniem na zegarek była inna godzina. To było tak fascynujące, że z radości krzyknąłem: „To jest jednak sen! Ja śnię!” i ponieważ byłem zmęczony tym snem i chciałem już z niego uciec, powoli wybudziłem się…

To jest historyczny moment, bo po raz pierwszy udał mi się test rzeczywistości w śnie – co więcej: mam już swój skuteczny test rzeczywistości, więc mogę przystąpić do dalszych prac nad kontrolą snu. I choć od ponad roku nie robiłem tego wiem, że teraz wracam do tych prac :)

Życzcie powodzenia :)

1 listopada 2011

Ostatni raz z Nike+


Dziś druga część starcia z systemem Nike+. Wcale nie wyszło lepiej. Dziś pilnowałem się aby już system nie zaklasyfikował części mojego treningu jako „przerwy na lunch” – nawet się udało. Niestety dziesiątki metrów narzucał na każde 500m (ok. 50-70m). Zjawisko w sumie normalne, bo ciągle przed kalibracją. I tu jest pies pogrzebany!

Otóż na koniec treningu można dokonać kalibracji (to jest jedyny moment, w którym pojawia się taka możliwość!). Wygasiłem więc ekran telefonu, aby nie stracić tego momentu i zająłem się ważniejszymi rzeczami: mycie, śniadanie itd. Po powrocie do tego ekranu, na którym jeszcze nie dawno widniał przycisk „Kalibruj”, okazało się, że kalibracja nie jest już możliwa – zniknął sam przycisk!!! I tak oto z kalibracji znowu wyszły nici…

I być może więcej psów tu bym powieszał, gdyby nie inny aspekt tego systemu. Dzisiejszy trening poświęciłem dodatkowym ćwiczeniom w biegu (bieg bokiem, przeplataniec, bieg tyłem, przebieżki itp.) i zastanowiło mnie jak ten system w zasadzie działa? System kosztuje troszkę, mocno podtrzymywany marketingowo, a co ciekawsze uważany za prestiżowy(!) – czyli należy się spodziewać jakiejś zaawansowanej technologii, tak?
Postanowiłem to sprawdzić organoleptycznie stosując podobne metody jak kiedyś zastosowałem przy Polar RS200 z czujnikiem: zmieniając drastycznie długość kroku. Wyrównałem więc bieg aby uzyskać coś koło 6:30 min/km i zacząłem od bardzo drobnego truchtu (kroki krótsze niż długość stopy) z bardzo szybkim tempie (prawie bieg w miejscu :) ). Polar natychmiast zareagował i obniżył tempo do blisko 8:00 min/km – Nike+ natomiast ku mojemu zaskoczeniu zwiększył tempo do 5:00 min/km! Oznaczać to mogło tylko jedno: ta zaawansowana technologia użyta w systemie Nike+ to nieco bardziej zaawansowany krokomierz. Sprawdzi się tylko gdy mamy dość regularną długość kroków podczas biegania. Wszelkie zmiany długości kroku wpłyną na jakość pomiaru odległości.

I już dla porządku liczbowego podaję pomiary dzisiejszego biegania:
POLAR: Czas: 31:48, odległość: 4,51km
Nike+: Czas: 31:48, odległość: 5,12km
Wg ręcznego wyznaczenia trasy w serwisie mapmyrun.com: odległość: 4,61km

Dodajmy na koniec, że oba systemy nie doczekały się w tym roku właściwej kalibracji. Nike+ iPod (z czujnikiem) już się nie doczeka…

30 października 2011

sportowa niedziela...


Dziś przyszalałem sportowo – jako, że postanowiłem sobie wrócić do sportowania, to zrobiłem to dziś. Rano więc ruszyłem na przysłowiowe 3km, z których zrobiło się jakoś 5,5km – był tak piękny angielski poranek, że aż się chciało dłużej pobiegać. Niestety zmęczenie było bezlitosne, więc wróciłem nieco zmarnowany (zwłaszcza, że pobiegłem bez śniadania).
Przy tej okazji postanowiłem porównać dwa systemy pomiaru biegacza: Polar  RS200 oraz nowoczesny i mocno marketingowo wspierany Nike + iPod (w połączeniu z czujnikiem i iPhone). Odległości wyszły bardzo podobne, ale to głównie dlatego, że funkcja auto-wstrzymywania treningu działa jednak „za dobrze” – schodząc powoli po stromych schodach uznał, że się zatrzymałem i zatrzymał tzw. „workout”.
Drugim problemem było to, że po takiej pauzie automatycznie nie jest wznawiany „workout” więc jestem zmuszony ręcznie „popchnąć” pomiar dalej… Dość frustrujące. Ale nie to jest najgorsze: nie ma możliwości zmiany tych ustawień! Produkt, którego wiek liczy się już w latach nadal nie ma możliwości ustawienia takich drobiazgów!
Swego czasu zanabyłem również program Nike+GPS – on niestety tego ustawienia także nie ma, choć ma porównywalnie więcej możliwości ustawień. Ciekawostką jest także, to że oba programy synchronizują się z serwisem Nike+ dzięki czemu w obu programach mamy te same dane.
A teraz może trochę konkretów:
Dane zmierzone Polarem: 5,50km w czasie 38’48’’
Dane zmierzone Nike+iPod: 5,52km w czasie 35’51’’
Wnioski: 3 minuty straciłem na tzw. postoje, które trzeba nieźle pilnować… Przez to nie udało się dokonać kalibracji systemu Nike+iPod – to zadanie zostawiam na inny dzień.

Ale to nie był koniec sportowych emocji dnia dzisiejszego. Po południu wpadł do mnie sąsiad, który mieszka aktualnie ponad 30km ode mnie (jeszcze kilka miesięcy temu mieszkał piętro wyżej :) ). Przyjechał po rower i zaproponował wspólną przejażdżkę – nie to, że aż do jego domu, ale tak towarzysko, aby mu za nudno nie było. Oczywiście się zgodziłem :)
Trasa nie należała do przyjemnych miejscami, dlatego razem jadąc jest dużo sympatyczniej. Odprowadziłem go do  Mostu Świętokrzyskiego i zawróciłem. W drodze powrotnej odkryłem wspaniałą ścieżkę wzdłuż Wisły (tuż przy brzegu) – świetnie przygotowana nawet na wózki dziecięce. Przy tak niskim poziomie Wisły ścieżka jest doskonale przejezdna i do tego niezwykle sympatyczna :)

Wrzucam tu także mapę przejazdu, aby można było sprawdzić jak tam trafić…

10 października 2011

Zabawa w zgadywanki...


Bawiłem z dzieckiem w „zagadki” i postanowiłem zaimprowizować zagadkę prowokującą:
- Jest mokre… – tu zrobiłem chwilę przerwy – … w korycie… – tu znowu zrobiłem pauzę.
Dziewczynka była szybsza i natychmiast przeszła do zgadywania:
- JA!
Zanim wypowiedziałem coś, to mało nie udusiłem się ze śmiechu:
- Ależ nie!
- Mama!
- Nie, nie…
- No to stara woda! – szybko dorzuciła dając do zrozumienia, ze to ostateczna wersja odpowiedzi tej zagadki… Jak już odzyskałem panowanie nad mową dodałem:
- … i wpada do morza…

Teraz już padła już właściwa odpowiedź :)