=== Robsik's Blog on WordPress ===

23 czerwca 2010

Żaby na drodze!?

Dziś powrót z Czech, przez Wrocław do Warszawy – jestem zmęczony jakbym w polu robił. Ale trzymajmy się z pisaniem. Dziś mam dla Was ciekawostkę przyrodniczo-drogową. Znacie ten żółty znak drogowy z rysunkiem krowy? A z jeleniem/sarną? Klasyczne ostrzeżenie, że duże zwierzęta mogą pojawić się nam na drodze i być przyczyną niezłej kraksy. A co może oznaczać ten znak, który jest poniżej? Że mogę spotkać na drodze tak wielkie żaby, że mi uszkodzą samochód? A może: uwaga na żaby – mogą rzucać kamieniami w szyby aut?...
Od Moje fascynacje

22 czerwca 2010

Czechy...

Dziś trzeci dzień po stronie czeskiej – wylądowałem tu, chociaż szkolenie mam po stronie polskiej. Tu jest jednak jedyna słuszna lokalizacja hotelu z restauracją. Może to i dobrze, bo zawsze chciałem odwiedzić Czechy – nie mogę się oprzeć, że to trochę biedny kraj (patrząc na zabudowania te blisko granicy). Hotel jednak bardzo dobry, szalenie miła obsługa i fantastyczne żarcie! I to wszystko w bardzo przyzwoitej cenie.

Dużo nie pozwiedzaliśmy, ale nadrobiliśmy skutecznie zaległości piwne skupiając się głównie na regionalnych wyrobach chmielowych. Z obawy przed niedoskonałością szybkości nadrabiania kupiłem dodatkową skrzynkę piwa – tak na wszelki wypadek :)

Chciałem się tu spotkać jeszcze z pewną miłą osóbką – niestety nie udało się. Strasznie żałuję! Mam tylko nadzieję, że nieobecność nie była spowodowana jakimiś poważnymi problemami….

Polisy o określonej porze dnia?

Windows 2008 Server wprowadza nowy poziom polis systemowych – bardzo dużo nowości i bardzo dużo nowych opcji. Wśród nich między innymi taki drobiazg jak:

Polisy stosowane tylko o określonej porze dnia (!)

Gdzie to ustawić? A proszę bardzo:

20 czerwca 2010

Come-back :)

Tak, muszę bić się w piersi – zaniedbałem swoich czytelników. Wiele mógłbym wymieniać na swoje usprawiedliwienie – nie zmieni to jednak faktów a zaniedbanie jest zaniedbaniem. Dziękuję więc wszystkim za dobre słowa, za pamięć, a ja zabieram się od dziś do roboty – bo jak słusznie ktoś zauważył: życie ucieka a trzeba coś po sobie zostawić ;)

Zacznijmy od wiadomości, na które zapewne część z czytelników czeka: moja aktywność. Aktualnie nadal nie biegam. Na początku przestałem biegać (koniec zeszłego roku) ze względu na problemy kontuzyjne (chyba pasmo piszczelowo-biodrowe) a potem czas zdeorganizował mi się okrutnie i ciężko było poradzić sobie z tym. I tak zostało do dziś. Ostatnio tylko trochę staram się rowerkiem jeździć i na rowerku dawać sobie wycisk. Jedną z ostatnich przejażdżek zrobiłem na średniej blisko 26km/h na długości 36km – aktualnie to mój najlepszy wynik ;).
Oczywiście taki bezruch przełożył się także na wagę. Zwłaszcza, że i dieta moja się nieco rozluźniła. Spodziewałem się jednak takiego obrotu sprawy i już podjąłem działania mające na celu przywrócenie stanu poprzedniego (raczej czeka mnie długa droga ;) ).

To może teraz króciutko na temat tych najbliższych newsów: na początku czerwca wybieram się w Bieszczady – tym razem tylko z dziećmi. Ciekawostką jest, że wielu powątpiewa w mój pomysł a są tacy co nawet odradzają mi – twierdzą, że nie poradzę sobie z dziećmi (czy ktoś jeszcze podobnie myśli? :) ). Ale pożyjemy-zobaczymy. Na początku lipca doniosę Wam kto miał rację :).
A co w tych Bieszczadach? Oczywiście piesze wycieczki, zapora i jakiś ogród/muzem. Oby tylko pogoda dopisała :)

A na koniec chciałbym podzielić się z Wami kolejną produkcją AsCezika – coś fantastycznego!

2 maja 2010

Niedoszły wyjazd w góry...

Miało być pięknie a wyszło jak zwykle – jest takie polskie porzekadło. I tym razem sprawdziło się idealnie. W planach był wyjazd rodzinny w góry, w Bieszczady do mojej znajomej. Miało być ciekawie, sympatycznie, i ten zapach Bieszczad… ech!


To jest ten czas, kiedy żona zmienia pracę. Jakoś słabo jej szło określanie się z tym, czy chce jechać, czy nie. Poirytowała mnie tym okrutnie, bo jadąc do kogoś w gościnę wypada przecież wcześniej się określić swoim przyjazdem… Postanowiłem, więc że w takim razie z nią czy bez niej – zabieram dzieci i jadę. Niestety los inny scenariusz napisał dla mnie. W środę znajoma zadzwoniła i powiedziała niemal przez łzy złości, że nici z imprezy, bo rodzina zagospodarowała dom poza jej plecami i dla kogoś innego. Zasadniczo mocno mną to nie wstrząsnęło – czułem w kościach, że tym razem i tak jakoś słabo idzie z tą organizacją.

Nie poddałem się jednak tak łatwo: podzwoniłem po kwaterach, aby jednak pojechać. Majówka jednak jest tym elementem roku, gdzie traktowany jest jako sezon – oczywiście przez turystów, nie wynajmujących. Efekt: kompletny brak miejsc. Kolejny mocno powiew wiatru w oczy…

Poddałem się – w końcu nie ma co tak na siłę walczyć z żywiołem. Zresztą czwartek i tak przyniósł zdarzenie, które i tak położyłoby mnie kompletnie na łopatki: syn na treningu piłki nożnej skręcił nogę. I tyle jeśli chodzi o góry w majowy weekend.

Postanowiłem jednak, że w góry wyjedziemy. Będzie to koniec czerwca. Ustaliliśmy, że pojadę tylko z synem, aby pobiegać jednak trochę po górach. Tym razem jednak od razu zaklepię jakieś kwatery aby jak najmniej komplikacji było. Zaprosimy też moją znajomą – przecież nie można się z taką osobistością nie spotkać :))) Wprawdzie to jeszcze dwa miesiące oczekiwania, ale jestem przekonany, że minie jak z bicza strzelił ;))



A teraz? „Wakacje” u teściowej. Siedzę przy kompie, nadrabiam prywatne zaległości (w tym również blog). Nie jest to mój wymarzony sposób na długi weekend – jednak deszczowa pogoda skutecznie pokrzyżowała mi nawet moje rowerowe szaleństwa :((( Nadejdą lepsze dni i będziemy jeszcze szaleć!