Jakoś ostatnio poszło całkiem dobrze. Przeleciałem 500km w 2 h 20 minut! Wyobraźcie sobie jak musiałem sie męczyć przy diamencie, gdy 300km trzeba przeleceć w 3 h :)))
Aktualny wygląd moich nagród przedstawia się więc tak:
Nie wiem jak Wam, ale mi się już bardziej podoba :)
Jest jednak jeszcze lepsza wiadomość! Otóż mój 7-letni syn też złapał bakcyla i zaczyna kumać o co chodzi w szybowcowaniu! Mało tego: oprócz tego, że potrafi już polatać trochę, to nauczył się bardzo dobrze lądować - zgodnie ze sztuką. Przeszedł także pierwsze zadanie z 27, które potwierdzają poziom zaawansowania pilota. Umie więc wylądować bez wiatru. Następny etap, to lekki wiatr - zapowiada się, że to też przejdzie :)
Za niego więc też trzymajcie kciuki! :)
Blog o tym co sprawia, że znajduję pasję życia: rodzina, bieganie, góry, fotografia, rower ...
=== Robsik's Blog on WordPress ===
9 marca 2010
8 marca 2010
Przegląd wiosenny i lekki start...
Powoli wracam do zeszłorocznego rytmu życia. Nadal idzie to w bólach, ale jest coraz bliżej wzorca. Wczoraj pobiegałem z rana. Większość i tak mocno powątpiewała, że po imprezie to nie możliwe i w ogóle raczej jak otworzę oczy to sobie odpuszczę. Okazało się jednak, że hart ducha we mnie nie śpi i rano wstałem i poszedłem na trening. Tylko trójka, ale po tak długiej przerwie nie chcę przedobrzyć.
Tydzień temu także się udało w weekend jedną trójkę zrobić. Nadal koszmarnie mało. Postaram się jednak w tym tygodniu to zmienić, chociaż plany tygodniowe coś mi mówią, że może być to dość trudne. Pożyjemy, zobaczymy…
Zeszły weekend i ta niedziela biegało się dobrze. Czuć nagromadzoną energię i hiper brak formy :). Nie zrażam się jednak – będzie okazja, aby się troszkę rozćwiczyć i przekonać czy pasmo piszczelowo-biodrowe wymaga wizyty lekarskiej czy nie.
Gorsze jednak jest to, że mój kręgosłup chyba też będzie wymagał fachowej pomocy. Od dwóch miesięcy delikatnie dokucza – zwłaszcza gdy coś podźwigam, albo gdy łóżko ścielę (to nie żart :) ). Marzec więc pewnie będzie miesiącem przeglądu po zimie – tym razem mojego organizmu…
Odznaka Diamentowa szybowcowania
Tak, tak! :) W niedzielę ostatecznie zaliczyłem Odznakę Diamentową szybowcowania wg zadań narzuconych przez Condor-Club. Oto więc moje trofea:
Teraz pozostają do zdobycia odznaki odległościowe i zadania, które podnoszą wiarygodność osiągniętych wyników, poprzez zdobywanie kolejnych poziomów zaawansowania. :) To jednak zostawimy sobie na jakieś bliżej nie określoną przyszłość...
Teraz pozostają do zdobycia odznaki odległościowe i zadania, które podnoszą wiarygodność osiągniętych wyników, poprzez zdobywanie kolejnych poziomów zaawansowania. :) To jednak zostawimy sobie na jakieś bliżej nie określoną przyszłość...
3 marca 2010
Dwie trzecie diamentu :)
Jakoś szybko poszło, więc natychamist informuję o tym: mam już dwie trzecie Odznaki Diamentowej szybkowcowania:
Złota Odznaka szybowcowania
Tak! W końcu się udało. Zasługą jest przede wszystkim zmiana joystick'a - jednak to ma ogromne znaczenia. Zadanie polegało na minimum 200 km lotu, minimum 2 godziny lotu oraz 3 tys. metrów przewyższenia od miejsca, gdzie wytracę przynajmniej 100m (już lecąc). To ostatnie zadanie sprawiło mi najwięcej problemów, ale tu okazało się, że zbyt słabo analizuję mapy. Gdy już dobrze zanalizowałem mapy, okazało się, że zadanie bez problemu daje sie wykonać w niecałą godzinę, licząć jeszcze dolot do miejsca gdzie było to możliwe do zrobienia. Oto przyznana odznaka:
Teraz zaczynam pracować na ostatnią, diamentową. Wyczyn jeszcze większy, ale konkurencja nie może być przecież prostrza ;).
Dla ciekawostki podam tylko statystyki latania z tego roku (a w zasadzie z lutego):
Przelecianych kilometrów: 1157 km
Ilość lotów: 23
Ilość czasu spędzonego na wykonywaniu zadań: 10 godzin 26 minut
Subskrybuj:
Posty (Atom)