=== Robsik's Blog on WordPress ===

24 września 2009

Powrót marnotrawnego...

Długo mnie tu nie było, prawda? Wstyd się przyznać i tłumaczenie zasadniczo nie wchodzi w rachubę. Z drugiej jednak strony kilka słów wyjaśnienia należy wszystkim moim czytelnikom. Otóż można to określić jednym zdaniem: kompletny spadek formy psychicznej z powodu kolejnej kontuzji. Szczęśliwie pojawiło się nowe źródło inspiracji i energii i powoli wstaję na nogi. A co się działo do tej pory? Znowu pasmo piszczelowo-biodrowe. Oznaczało to dla mnie znowu niezrealizowany półmaraton i niestety spadek formy psychicznej. Przez wakacje straciłem 4 kilogramy, ale w żaden sposób nie pomogło to mojemu bieganiu. Może plan, który podejmuję nie jest najlepszy? W każdym bądź razie znowu jestem w punkcie wyjścia – muszę znowu przemęczyć się przez tę kontuzję i wrócić do treningów w niedalekiej przyszłości. Przez ten czas w zasadzie zupełnie nie biegałem, a rowerem zrobiłem w sumie może z 15km. Czas leniuchowania…
Wczoraj odebrałem rower z serwisu – zwykły przegląd + centrowanie tylnego koła. Okazało się, że opona tylnia się skończyła w miejscach stuku z obręczą – wymienili. Wytrzymała ciut powyżej 2,2 tys. km – jak na moje oko, to jakoś mało. Ale nie ma tego złego - dostałem bardziej uniwersalną oponę (poprzednią miałem mocno trailową), więc powinno się nieco lżej jeździć :) Rower odebrałem w samo południe – słoneczne i bezwietrzne, napełniony pozytywną energią poleciałem do serwisu pieszo, aby móc wrócić rowerem. Opłaciło się! To jest uczucie za którym już się dobrze stęskniłem! To też od razu powstała w mojej głowie myśl, że jeszcze tego wieczora muszę pojeździć. Plan jednak został zniweczony przez zmęczenie po 3-godzinnym spotkaniu w języku angielskim – odpuściłem sobie.
Dziś jednak nie było przeproś. Zmęczenie wprawdzie próbowało mnie powalić z nóg i już przysypiałem w opakowaniu, ale dźwignąłem się i ruszyłem na przejażdżkę. Tym razem zabrałem ze sobą iPhona, który pełnił dziś dwie funkcje: szafa grająca (ze słuchawkami bluetooth stereo) oraz zapis ścieżki GPS. Trzeba przyznać, że słuchawki bluetooth są całkiem wygodne na takie rowerowanie – po dłuższym czasie jednak uczy mi zwiędły. Może jeszcze te moje biedne uszy się przyzwyczają? Zobaczymy.
Już na trzecim kilometrze capnęli mnie policjanty. Chyba chcieli mnie przydybać za przejechanie na czerwonym świetle – pech chciał, że dokładnie spojrzałem na jakim świetle wjeżdżam, więc zasadniczo nie wiele mogli zrobić. Byli jednak przy tym sympatyczni i podjęli decyzję, że jednak mnie spiszą wraz z numerami roweru – tak na wszelki wypadek (w końcu nie wielu rowerzystów jeździ grubo po 22:00 :)) ). Pośmieliśmy się więc trochę i ruszyłem dalej. A dalej już nic się nie działo. Oświetlenie mam na tyle denerwujące kierowców, że dziś po przejechaniu prawie 22km żaden nie miał wątpliwości, że zbliża się do rowerzysty :)) – inwestycja warta była zachodu :)))
Niestety końcówka rowerowania znowu odczuwałem swoje dolegliwości przybiodrowe. Niby nic wielkiego, ale widać, że na razie ta granica odczuwania bólu została obniżona do ok. 20km Na wszelki wypadek już odpuściłem sobie dziś bieganie – lepiej nie przeginać… Satysfakcja jednak znowu wróciła i jest ze mną – mogę troszkę powalczyć z treningami i ruszać się – czyż to nie piękne? :)))

15 sierpnia 2009

Aktywny tydzień

Łuch! Ależ sportowy tydzień. Ale urlop jako tako się nie udał (bez wyjazdu w dalsze strony) więc przynajmniej aktywnie spędziłem ten czas. Kalendarz wygląda wręcz wspaniale. Wprawdzie środa i czwartek były bez basenu, to jednak łatwo nie było: czwartek dość szybki bieg na ok. 7km, piątek basen (ponad 1.8km!) a dziś bieg na dystansie niecałe 7km a wieczorem basen: 1km. Tym razem jednak w sumie było 300m kraulem (na przemian z żabką) i ćwiczenia z nurkowania – udało mi się przepłynąć więcej niż pół basenu (i to tak o 2-3m!). Próbowałem także poćwiczyć fikołki w wodzie, ale tu technika cały czas mnie zawodzi i napiłem się tylko nosem masę wody :))).
A pisząc tę króciutką relację trzeba dodać, że jestem zmęczony tak, że nawet ręce mnie zawodzą.
Ale wypocząłem na wsi – byłem dziś na imieninach u babci. Tam rozłożyłem sobie kocyk i poleniuchowałem na słoneczku – chyba trochę znowu się opaliłem. iPod znowu przydał się jako taki wypełniacz czasu – całkiem zmyślne to urządzenie! Zwłaszcza listy Genius – kusi mnie, aby w końcu popełnić jakiś artykuł w tym temacie – nie mogę się jednak oprzeć, że cały czas ten sprzęt znam za mało. Ale może z czasem…
A jutro z rana 14km a wieczorem znowu basen. Jak to przeżyję to chyba zafunduje sobie loda :))

11 sierpnia 2009

Koniec pogody?

No i popsuła się pogoda. Ale dopiero wieczorem – tuż po tym jak wyszedłem z basenu odkrytego (dziś inny basen ;) ). Dzięki temu udało rano pobiegać sobie jeszcze w ślicznym słońcu a po południu popływać w odkrytym basenie. Wprawdzie pływanie było dziś lekkie, bo bieganie miałem już za sobą, ale ponad 400m raczej wyszło :)). A teraz leje i do tego okazało się, że basen kryty zamknięty na ok. 2 dni z powodu awarii jakiejś klimatyzacji. Dzisiejszy dzień bez basenu to może mały problem, ale jutro przydałoby się jako cross-traning. Wygląda jednak na to, że będę musiał się obejść…

10 sierpnia 2009

Kraulem coraz łatwiej!

No i udało się! Dziś znowu na basenie. Zanim jednak przejdę do dnia dzisiejszego muszę sprostować wczorajsze moje informacje dotyczące ostatniego pobytu na pływalni: rozpędziłem się troszkę i dodałem sobie troszkę za dużo. Otóż kraulem przepłynąłem 3 baseny z odpoczynkami po każdej długości basenu, co daje zaledwie 75m a nie 100 jak pisałem. Wszystko chyba dlatego, że tak byłem podekscytowany nową umiejętnością :))) A dziś? Dziś poprzeczkę podniosłem niebagatelnie – tak sądzę. Na początek 500m po spokojnie żabką. Kolejne 500m pływałem już na przemian: 25m kraulem a potem 25m żabką. Całe 1000m zrobiłem bez przystanków. Nieźle mnie to zmęczyło, więc wykorzystałem ten moment, aby popatrzeć na postępy syna w pływaniu – radzi sobie coraz lepiej! Nawet trener pytał czy chłopak wcześniej nie pływał! Gdy odpocząłem wróciłem jeszcze na 300m intensywnej żabki – tak aby poczuć przede wszystkim nogi. W planach było 500m, ale czasu już nie starczyło. Jak na mnie jednak czuję, że to i tak było super. W końcu 250m to dystans przepłynięty kraulem! Jestem dumny z siebie. Ale chyba bardziej syna! Na koniec przepłynął 3 baseny (75m) na plecach! Gdy wyszedł to aż kulił się z bólu nóg – dobry wycisk dał mu ten trener ;)). Mam wrażenie, że na plecach pływa już lepiej ode mnie…

9 sierpnia 2009

Bieganie na urlopie

W tym tygodniu rozjechały mi się treningi z lekka. Czwartek wypadł (wróciłem bardzo późno do domu), sobota wypadła (spotkanie ze znajomymi wieczorem) i dopiero dziś z rana udało się pobiegać trochę. Trochę, czyli 12km. Dość upalnie jeśli biegało się asfalcie, ale jako, że biegałem głównie po polach i lasach, to nie odczuwałem tak strasznie tego upału. Ale zacznijmy może od tego, że aktualnie jestem w Poniatowej, tu gdzie lasów i pól jest mocno pod dostatkiem. Biega się bardzo sympatycznie! No może z jednym drobnym wyjątkiem: pajęczyny i masa pająków! Tyle ile pajęczyn dzisiaj zdjąłem to każdy mógłby się zmęczyć – w końcu to jest uczucie, które darzymy sympatią, prawda? Biegnąć przez lasy trzeba było więc uważać, aby nie przyjąć pajęczyny z pająkiem wprost na twarz – przyjęcie samej pajęczyny na twarz jeszcze dało się znieść ;))) Ale i tak warto było – tu lasy są wyjątkowo kolorowe i różnorodne – tak pod kątem podłoża jak i różnorodności roślinności. Nie nudzi się więc podczas biegania do tego stopnia, że bez trudu zrezygnowałem ze słuchania muzyki, którą z reguły umilam sobie bieganie. Żałowałem tylko, że nie wziąłem telefonu z aparatem – byłoby co fotografować. Bieg poszedł doskonale. Odkąd wróciłem do ćwiczeń kledzikowych zdecydowanie mniej dolegliwości mnie dotyka (głównie pasma piszczelowo-biodrowe i bóle mięśni w samych biodrach). Jest rzeczywiście zbawczy zestaw ćwiczeń, które pomagają wzmocnić nie tylko kolana, jak do tej pory sądziłem. Na tym blogu umieściłem opis tych ćwiczeń, więc polecam Wam z całego serca! Tak jak wspomniałem, wczoraj nie biegałem. Nie oznacza to jednak, że sport odpuściłem sobie zupełnie. Byłem z synem na pływalni. On miał zaplanowaną lekcję pływania a ja postanowiłem zrobić sobie 1000m żabką a potem poćwiczyć jeszcze kraula. Tak też i zrobiłem. Tysiączek zrobiłem w bardzo przyzwoitym czasie, tak że miałem jeszcze szansę popatrzeć jak syn sobie radzi z zadawanymi ćwiczeniami a potem jeszcze pójść i zrobić 100 metrów kraulem (z odpoczynkami po każdej długości basenu!). Syn robi coraz większe postępy a ja zaczynam czuć o co chodzi w kraulu. Jutro podejmujemy temat ponownie – on swoje lekcje pływania a ja ćwiczenie kraula (ależ mam słabe ręce!). W tym tygodniu (moim urlopowym) podejmuje więc wyzwanie pływania codziennie oraz utrzymania treningów biegackich – to będzie ciekawe wyzwanie :))) Zauważyłem jednak, że pływanie żabką doskonale rozciąga i uruchamia mięśnie około-pośladkowe i biodrowe. Zdecydowanie pływanie jest doskonałym cross-treningiem do biegania. Będę informował o postępach :)))