=== Robsik's Blog on WordPress ===

13 lipca 2009

Rowerowo i biegowo :)

Jak ten czas ucieka! Czasami tego nie widzimy, ale gdy spojrzę na bloga i ilość wpisów przypadających na tydzień, to nie da się ukryć: czas przecieka nam między palcami. Chociaż z drugiej strony może tak źle nie jest? Przez cały tydzień goście w domu. Na tygodniu za często to się nie widziałem z nimi, bo w firmie zakończenie poprzedniego miesiąca, kolega na urlop itd. W czwartek jedno udało mi się wyciągnąć koleżankę na trening – ona oczywiście na rowerze :))). Zdecydowanie sympatycznie mieć kogoś do pogadania – nawet na rowerze. W sobotę wieczorem także wyciągnąłem ją na mój trening (już było po 23:00!). Miała nieco trudniejsze zadanie, bo był to trening interwałowy – uciekałem więc jej co jakiś czas. Nadrobić jednak taką ucieczkę na rowerze to, jak się okazało, pryszcz :))). Ja się zmęczyłem natomiast solidnie. Zanim jednak doszło do treningu, to popołudnie (bo przedpołudnie znowu na pracy spędziłem) spędziłem z gośćmi pokazując im Warszawę. Najpierw przejechaliśmy się metrem, potem poszliśmy pocałować klamkę Muzem Techniki (czynne do 17:00!!! Co to za godzina?!?!?!), a następnie pospacerować po starówce. Tam przywitaliśmy się z Syrenką i sprawdziliśmy, czy jacyś wandale znowu coś jej nie zrobili, odwiedziliśmy Zygmunta, popatrzyliśmy na Zamek Królewski (bo o tej porze to już nie ma mowy o zwiedzaniu – ciekawe dlaczego Polacy tak narzekają na turystykę, co???), obejrzeliśmy chyba z milion różnych ślubów, kupiliśmy chleb po okazyjnej cenie 10 PLN (w zasadzie to pół chleba za tę kwotę!) i wreszcie wróciliśmy do domu, bo młodsza brać koniecznie chciała już na plac zabaw. Zastanawiam się, czy te zwiedzanie raczej nie dla dorosłych było?... Niedziela miała być jeszcze lepsza. W planach Muzeum Polskiej Techniki Wojskowej (czy coś takiego), które mieści się przy ulicy Powsińskiej. Szukając godzin otwarcia, znalazłem notatkę, że muzeum zamknięte do odwołania (czyli pewnie na zawsze – bo moje dzieci zdążą tak wyrosnąć, że nie będą myślały o takich bzdurach). Plan więc runął w gruzach. Chłopaki jednak mieli obiecaną wycieczkę rowerową. U nas to już standard, że jedzie się do pól golfowych, aby przywieźć kilka piłeczek :))). Trasa jednak jest wyznaczona na 25km i miałem wątpliwości, czy wszyscy dadzą radę – zapewnili, że tak. No to ruszamy! Ponieważ pozostał taki niedosyt tych zamkniętych muzeów, to postanowiłem, że wydłużymy delikatnie trasę, aby odwiedzić jeszcze to złomowisko-muzeum, które zlokalizowane jest nieopodal mnie – zawsze dzieciarnia będzie mogła zobaczyć jakiś czołg lub wóz bojowy. Pogoda dopisywała nam prawie do końca. Już na ostatnich dwóch kilometrach delikatnie pokropiło, ale wszystko w normie. Piłeczki oczywiście przywieźliśmy, czołgi odwiedziliśmy i wszyscy byli zadowoleni! Mój chłopak zrobił więc nowy rekord swojego dystansu: 27km! I dużo wskazuje na to, że do 30km jeszcze dałby radę. Ale to sprawdzimy następnym razem :))) Korzystając z ładnej pogody, zdjąłem koszulkę i opaliłem sobie troszkę ramiona i plecy – w końcu nie będę wyglądał jak młynarz. A że co chwila słońce zachodziło za wielkie kumulusy, to nawet się nie spiekłem ;))) Wieczorem dowiedziałem się, że żona spotkała kolegę, z którym w zeszłym roku trochę pojeździłem na wycieczki. Powiedziała mu, że pociągnąłem dzieci na przejażdżkę rowerową na 27km. On skwitował to tylko jednym zdaniem: „Tak, tak. Z nim nie jeździ się na 3-5km wycieczki – wiem to, bo już z nim jeździłem!”. Tak, to jest chyba sedno mojego rowerowania: szkoda wyciągać rower tylko na 5 minut jazdy :))) Ok., poniżej mapka naszej trasy (jak wejdziecie w tę mapkę, to jest zaznaczone miejsce, gdzie są te sprzęty wojskowe), a poniżej link do albumu ze zdjęciami z ostatnich moich wypraw. Fotki: http://picasaweb.google.com/robsik/RajszewoISprzetaWojskowe# Uzupełnienie (dodatkowe fotki): http://picasaweb.google.com/robsik/PierwszaWycieczkaRowerowaW2009# A biegowo? Jest lepiej, chociaż cały czas jakoś odczuwam nie tyle pasmo co biodro. I jest to na pewno problem jakiegoś mięśnia. Ostatni tydzień zamknąłem dystansem ponad 25km – czy to dużo? Oczywiście, że nie. Dla mnie jednak jest to krok milowy. Abyście mogli zrozumieć dlaczego to podam tylko dwa fakty: - ostatnio tak duży (jak dla mnie na razie!) dystans (tygodniowy) miałem w połowie marca, - przedostatni taki duży dystans – pod koniec stycznia. Słowem: słabo mi się biega w tym roku – to nie mój czas. Ale spróbujemy utrzymać te treningi, dorzucić trochę ćwiczeń wzmacniających pośladki i biodra i zobaczymy co z tego dalej wyniknie.

7 lipca 2009

Przegląd tygodnia

A teraz coś z zupełnie innej beczki (jak zwykł mawiać Monty Python): dziś pisanie bloga z mobilnego urządzenia, tym razem iPod Touch :)

Znowu tydzień uciekł tak szybko, że nim się obejrzałem było już po wszystkim. Tydzień ten pozbawił mnie tez aż dwóch treningów, czego jestem wybitnie niezadowolony. Na szczęście w weekend pobiegalem sobie. W niedzielę znowu z chłopakiem - oczywiście on na rowerze :) Zrobiliśmy ponad 8km ale on stwierdził tylko: eeetam, mało jakoś, nie zmęczyłem się nawet! Na co ja wydyszałem: a ja owszem :))

Bieganie z rana ma jeszcze jedną zaletę, której wcześniej nie zauważyłem: przepięknie pachną łąki. Te kwiaty tez zupełnie inaczej wyglądają - są zdecydowanie piękniejsze :) przynajmniej na początku treningu jeszcze to dostrzegałem, bo potem wzrokiem szukałem już tylko domu ;)) A co poza tym? Odnalazłem jeszcze kilkanaście słuchowisk Radiowego Teatru Sensacji (RTS). W końcu mogłem zaspokoić swój głód, który trawił mnie już kilka tygodni. Oczywiście wszystko już przesłuchane, na jakiś czas mi wystarczy :))

Posiedziałem tez nad zgromadzeniem kursów angielskiego BBC. Grzecznie wrzuciłem na www.chomikuj.Pl/robsik1 oraz na iPoda. Trzeba przyznać, że bardzo fajnie zrobione i sympatycznie się z tego korzysta. Ja zacząłem od "A Phrase A Minute" - trochę proste jak dla mnie, ale za to łatwiej jest mi osłuchać się tego języka. Poza tym te prostsze bez problemu mogę poćwiczyć siedząc za kółkiem. Słowem polecam.

A teraz może o planach, bo wróciłem w końcu do modelu szybowca, który zacząłem bardzo dawno temu. Polakierowałem już ożebrowanie skrzydeł i spróbuje w tym tygodniu okleić centroplat - choć najgorsza robota to przygotować deseczkę do przytrzymania skrzydła po oklejeniu, aby się nie zwichrowało. Oczywiście pochwalę się jeśli mi ładnie wyjdzie ;))

29 czerwca 2009

Idzie dobrze...

Pracowita niedziela, jak na święto :) Ale tylko sportowo. Rano postanowiłem zjeść śniadanie z rodziną, więc odpuściłem sobie poranne bieganie. Potem trochę posiedziałem przy komputerze, a gdy rodzina wróciła z kościoła zrobiłem rozgrzewkę i ruszyłem na trening – tym razem nie sam! Na rowerze towarzyszył mi mój chłopak. Ponieważ upał był już potworny (po 13:00) udaliśmy się do parku/lasku za szkołą. Tam jest zawsze trochę chłodniej. Wprawdzie teren dużo trudniejszy, zwłaszcza na rower, ale chłopak ten kross zaliczył tylko jednym upadkiem – nie pokonał upartego konaru jednego wątłego krzaczka :))) Trening zaliczyłem. Potem obiadek (taki raczej malutki) a następnie zabrałem rodzinę na przejażdżkę rowerową. Dość krótką, bo upał dawał się mocno we znaki a najmłodsza już padała - było niebezpieczeństwo, że nam zaśnie. I tak wyszło zaledwie 6km, ale zauważyłem, że na mój biegacki trening, taki rowerek (nawet taki mały dystans) dobrze mi zrobił na nogi – rozkręciły się troszkę. Trzeba będzie to praktykować częściej. A potem? Potem już nic sportowego nie było. Trzeba było tylko jeszcze podokręcać trochę śrubek w rowerach i zasłużony odpoczynek :)))

27 czerwca 2009

Dobry tydzień

Cholercia! Znowu czas uciekł między palcami tak szybko, że nawet woda nie uciekłaby tak szybko. Świeżo co biegałem w Legionowie a już prawie tydzień minął. Ale nie zmarnowałem tego tygodnia. Wziąłem się znowu za systematyczne bieganie. Zauważyłem, że ciężko mi ostatnio się zmobilizować do biegania – wszystko pewnie przez to, że brak mi wyraźnego planu tego co robię i do czego dążę. Zmieniłem to więc w poniedziałek bardzo, podejmując decyzję o powrocie do planu treningowego na półmaraton. Wprawdzie takie odległości już biegałem, ale jeszcze nie udało mi się zaliczyć imprezy na tym dystansie. Z drugiej strony ten tydzień dobitnie pokazuje, że posiadanie określonego planu i celu zdecydowanie zwiększa motywację. Jeszcze nie wiem jak daleko pociągnę ten plan ze względu na swoje pasmo piszczelowo biodrowe, bo nadal lekko je odczuwam. Dlatego połączyłem wdrożenie nowego (choć starego) planu treningowego wraz ze zmianą diety. Na początku miała to być dieta, którą przetestowałem jakieś 2,5 roku temu: bezwęglowodanowa. Zbierałem ponownie swoje materiały na ten temat i zasięgałem języka u znajomych, aby odpowiednio urozmaicić menu w czasie diety. Ostatecznie jednak głowa mnie rozbolała od tego wszystkiego i stwierdziłem, że chyba mogę nie poradzić sobie z tym wszystkim. Znajoma jednak poleciła mi lepsze rozwiązanie aniżeli dieta bezwęglowodanowa: dieta MŻ – czyli mniej żryj. Kiedyś się śmiałem z tej diety, ale gdy zrobiłem sobie rachunek sumienia (a może rachunek żołądka) to szybko okazało się, że w ciągu dnia mam 2-4 posiłki zupełnie niepotrzebne a wręcz nadmiarowe! Zacząłem od razu od poniedziałku. Okazało się, że można najeść nawet serkiem wiejskim bez pieczywa(!), co było do niedawna przedmiotem moich drwin i żartów. A tu proszę! A jednak można. Trzymając więc się tej jednej zasady MŻ przez ten tydzień zrzuciłem ponad 1,5kg!!! Oczywiście w swojej diecie ograniczam spożycie pieczywa, makaronów, ziemniaków, wyłączyłem w zasadzie całkowicie słodycze, słodzenie napojów, słodkie gazowańce (typu Coca-Cola, Pesi, Mirinda czy tym podobne), ograniczyłem napoje słodzone aspartamem i ograniczyłem swoje porcje posiłków. Najbardziej zdziwiona jest chyba moja żona :))). Chyba będzie jej ciężko się przestawić, że przestaję być kuchennych odkurzaczem. Efekty jednak cieszą – nie tylko te w postaci utraconych kilogramów, ale i zdecydowanie lepiej się czuję w ciągu dnia! Same plusy, choć przy mojej pracy dieta ta wymaga dużej uwagi i roztropności – a nawet przewidywania dziennego menu (to dla mnie nowość :))) ). A jak z bieganiem? 4 dni w tygodniu i na razie udało się tego utrzymać (choć to dopiero pierwszy tydzień :)) ). Z jutrzejszym treningiem zrobię jakieś 17km w tygodniu – więcej niż 17km zrobiłem na początku marca! Zeszmaciły mnie trochę te kontuzje – mam nadzieję, że teraz się to zmieni. Na pewno doniosę o postępach :)))

23 czerwca 2009

Puzzle

Zeszły weekend uporaliśmy się z synem z puzzlami 1000 sztuk. Nareszcie! Było o tyle ciężko, że najmłodsza także chciała nam mocno pomagać – to nieco komplikowało nasze przedsięwzięcie, ale ostatecznie udało się. Małżonka wprawdzie nie pozwoliła tego podkleić i powiesić, ale sukces zawsze smakuje tak samo :))
Poniżej prezentuję fotkę naszego dzieła a jeszcze niżej ostatnio uchwycony zachód z pomocą N95:
Od Moje fascynacje
Od Moje fascynacje