=== Robsik's Blog on WordPress ===

21 marca 2009

Nocne rowerowanie...

Ledwo, ledwo, ale w końcu wyruszyłem na rower. Była to już wprawdzie 21:00, ale jeśli o mnie chodzi, to lepsze to niż nic :). A wszystko nieco przez wczorajsza imprezę. Żona dogorywała jakoś cały dzień – nawet nie chciała się dać wyciągnąć na spacer z dziećmi – ostatecznie już po ciemku wyszliśmy, aby dzieci chociaż rowerami pojeździły wokół bloku (ależ alternatywa, co? :) ). Na wieczór żonę całkowicie rozłożyła i położyła się do łóżka tuż po 19:00 – dalsze sprawunki domowego musiałem więc przejąć i znowu poczekać z wyjazdem rowerowym. Dzieci jednak były też padnięte, więc poszło szybko.
Zasadniczo nie miałem koncepcji, gdzie się udać. Pomyślałem, że pojadę sprawdzić część trasy, którą zaplanowałem na cieplejsze dni, czyli w kierunku Anina i Wawra. Dojechałem do stadionu i tam nawróciłem do Mostu Świętokrzyskiego i powrót do domu. W sumie ponad 32km – czyli jakieś 12km więcej niż planowałem. Po drodze pobawiłem się troszkę swoim telefonem: zdjęcia nocą – prezentuję poniżej. Chętnie poznam Waszą opinię w tym temacie :))
Dziś użyłem nowo zakupionej lampki do roweru ,która świeci jak szalona. I faktycznie – dziś nie miałem ani jednak sytuacji, aby ktoś mnie nie zauważył. Wręcz parę razy zauważyłem, że samochody z naprzeciwka bardzo mocno zwalniały, jakby w obawie, że to policja chce ich zatrzymać. Oznacza to, że zakup był trafiony. Musze jeszcze nabyć dobrą lampkę tylną, aby też była dobrze widoczna – z dużej odległości – w końcu bezpieczeństwo jest najważniejsze!
Od Moje fascynacje
Od Moje fascynacje

Kundle na wolności...

Wczoraj straszna winna popijawa (urodziny córki) a dziś z rana na nogi, rozgrzewka i do lasu! Zrobiłem ponad 7,5km. Znowu muszę się porozczulać jak pięknie i cudnie jest biegać w promieniach słońca! No, PRAWIE pięknie. Jak zwykle o tej porze problemem są ludzie-głąby, którzy swoje pociechy-kundle spuszczają ze smyczy: przecież muszą się wybiegać, nie? Cóż za egoizm! Dużo mniej takich sytuacji doświadczam biegając wieczorem (choć tez idealnie nie jest)! Ciekawe, co? Dziś rzucił się na mnie jakiś skundlony pies, który pewnie zamiast mózgu miał wypłowiałe trociny. Nie zastanawiał się nad tym co robił, tylko rzucił się w moim kierunku nie zwracając zupełnie uwagi na krzyki swojej nieodpowiedzialnej pani. Ja stanąłem jak wryty (ponoć to jedna z lepszych metod obrony przed durnymi psami) i wziąłem już do ręki gaz pieprzowy. Gdy ustawiłem się bojowo wobec nadbiegającego psa, ten nagle zrezygnował z ataku i boczkiem czmychnął gdzieś w gęstwiny: jak się okazało w celu zaznaczenia swojego terenu. Kobieta już z daleka z „przepraszam” na ustach, ale wnerwiony byłem już wystarczająco mocno, więc rzuciłem, że jeśli jeszcze raz spotkam tego kundla bez smyczy powiadomię straż miejską. Dialog nagle się urwał i kobieta nie słyszała już nic – co za bezczelność i bezmyślność! A co ma zrobić dziecko, które niezwykło do takich drastycznych spotkań? Mam zabronić dziecku biegać po parku albo jeździć na rowerze, bo pieprzony piesek musi się wybiegać??? Następnym razem bez skrupułów użyję gazu pieprzowego, a jak będę miał jeszcze taką możliwość to skopię kundla, tak jak już kiedyś mi się zdarzyło. Bo w sumie to co mam zrobić, jak właściciele mają to głęboko w poważaniu? Czekać aż mnie s!@#yn ugryzie???

20 marca 2009

Znowu z dziewczynami!

Ostatnie dni dopiekły mi trochę – ciągły brak czasu i do tego ta stłuczka: człowiek przytarł mi auto, gdy stało na parkingu. I tu należy podkreślić niespotykaną uczciwość człowieka, która rodzi nadzieje na lepsze jutro: zostawił mi do siebie kontakt i włożył za wycieraczkę. Dziś spotkaliśmy się przy kawie, aby pouzupełniać papiery. Spotkanie przesympatyczne, mimo okoliczności, miła atmosfera – tak powinno się wszystkie trudne tematy załatwiać. Wprawdzie druga strona medalu to wiele formalności, jakie należy załatwić i przy których pobiegać, aby auto znowu wyglądało jak niegdyś. Cieszy jednak fakt ludzkiego podejścia do tematu. Mimo tego wszystkiego ubrałem się dziś w swoją zbroję biegacką, zrobiłem półgodzinną rozgrzewkę i ruszyłem na podbój dzielnicy – tym razem z dziewczynami. Skubane taką mają gadane, że słuchając niemal zasypiam (tracę wątek)! Jednak bardzo sympatycznie jest z kimś pobiegać – nawet jeśli za bardzo się z tym kimś nie gada :))) Tak więc dziś ponownie pokonałem 6km, choć w tempie raczej, jak dla mnie, dramatycznym. Ale to dlatego, że truchtam sobie z dziewczynami w ich tempie. Potem jeszcze jedno kółko szybkie i do domu – było super! Dziś zakupiłem bardzo mocną latarkę do roweru. Na siedmiu LEDach nosi niemal jak dobra latarka halogenowa! Producent wręcz zabrania patrzenia na światło: każda dioda ma swoją soczewkę, światło jest więc skupione i silne, choć promień skupienia jest ogromny w porównaniu do innych latarek. Ma także opcję mrugactwa, więc mam nadzieję, że teraz będę bardzo dobrze widoczny (aż do bólu!) :))

18 marca 2009

Upragniony trening...

Chyba powoli wracam do normalności – przynajmniej na razie. Dziś udało się pobiegać. Wprawdzie zaledwie 6km, ale robiąc 3 przebieżki po ok. 200m. Rozruszały się nóżki trochę. I w sumie to nie tylko z okazji przebieżek, ale także z okazji bardzo silnego wiatru, który na moje oko osiągał przeszło 40km/h. Biegnąc pod wiatr trzeba było się trochę posiłować. Ciekawostką jest to, że jutro ma jeszcze mocniej wiać! Może być ciekawie…
Dzisiejszy bieg był samotny – większość przeraziła się pogody. I trudno się dziwić – pogoda zdecydowanie nie zachęcała. Moje jednak ciśnienie na bieganie osiąga już poziom nie do powstrzymania. Co więcej: dzisiejszy bieg zamknąłem średną 5:40 min/km – tak więc w porównaniu do ostatnich moich treningów, trzeba byłoby to potraktować jako start. Ale nie zmęczył mnie trening – wręcz przeciwnie – nakręcił mnie pozytywnie i to bardzo. Liczę na miłe sny :)))

16 marca 2009

Trening rowerowy...

Ha! Udało się! Zrobiłem przeszło 23km rowerkiem! W końcu poczułem się troszkę lepiej. Jutro mam nadzieję, że pobiegam – ale to dopiero jutro. Trzeba jednak przyznać, że jeżdżenie po nocy (wyjechałem tuż przed 22:00) ma swoje dodatkowe atrakcje. Przede wszystkim jest dużo bardziej niebezpiecznie niż w ciągu dnia, nawet o godzinie 8:00!!! Kierowcy w nocy puszczają wodze nie tylko wyobraźni, ale i koników. Wyjątkowo tez ślepną. Dziś dwa razy miałem hamowanie awaryjne, pomimo tego, że miałem pierwszeństwo. Co więcej: Byłem oświetlony, kurtkę i rękawice w odblaskach oraz silnie świecącą czołówkę. Mimo to mało mnie barany nie przejechali! Noc to pora, gdy trzeba uważać przede wszystkim wtedy, gdy ma się pierwszeństwo – to motto, które warto wyryć sobie w pamięci…